W życiu Tenskwatawy, jak to w życiu szamana, zachodziły często zarówno większe, jak i te mniejsze, zmiany. Nie chodzi tu jedynie o fryz, czy sposób ubierania się, ani zmianę sylwetki pod wpływem obżarstwa, ani nawet o wybór czapeczki, a raczej o zmianę poglądów, niekiedy filarów jego filozofii. Musicie wiedzieć i zdawać sobie sprawę z tego, że zmiana punktu widzenia świata nie jest żadną słabością, a jedynie efektem lepszego poznania materii. A jak doszło to jednej z największych przemian Tenskwatawy poczytajcie poniżej…
Więcej…
Część czwartą znajdziecie tutaj
 Tekst, który niemal pochłaniała, wciągał ją coraz bardziej. Próbowała wyobrazić sobie wszystko co czytała z najdokładniejszymi szczegółami. Od czasu do czasu sięgała po alkohol, lekko przechylając szklankę. Sączyła go powoli. Krzywiła lekko twarz przy każdym łyku. Nie było to, co prawda, jej ulubione wytrawne Chateau Sociando, na które pozwalała sobie ze względu na cenę, dość rzadko, lecz pomimo cierpkiego smaku czuła jak z każdym kolejnym łykiem, robi jej się ciepło i błogo. Stres po egzaminie powoli odchodził, a opowiadanie przenosiło ja w inne miejsce, inny czas i przepełnioną pożądaniem atmosferę. Czytała nie odrywając oczu od, pisanego ręcznie, tekstu ...
Więcej…
Nie umarłem. Nie wsadzili mnie do więzienia. Nie obraziłem się na TenTegoCośtam. Po prostu jest czas kiedy nie ma już nic. Nic co można by na plecy dołożyć żeby się nie przewrócić. Jako tak zwany posiadacz pełną gębą czerpię z życia i tymczasem życiu podporządkuję wszystkie czynności. Najmniej o własne dbając bo w sumie są ważniejsi, którym choćby radość istnienia połączoną z lepszym startem w kolejnym etapie zapewnić trzeba.
Więcej czasu mam na powroty w strony, które przewróciły mi kiedyś w głowie i refleksje różne z każdym kilometrem kolejnym mnie dopadają. Bo cóż robić kiedy "video killed the radio star". Żal i smutek. Ironią losu jest, że piosenkę o takim tytule jako pierwszy utwór na swojej antenie wyemitowała MTV. Przepowiadając tym samym swój koniec. Kto czasami zagląda na ten kanał ten wie co czym mówię. Przemierzając kilometry słucha się różnych rzeczy w radio, a wyobraźnia aż się gotuje podsuwając kolejne obrazy, idealne w odbiorze, kolorowe i tylko moje. A potem przychodzi moment prawdy, zderzenie z rzeczywistością video świata. Czar pryska. Do piosenki już się nie wraca, chociaż melodia świetna w głowę się już wbiła. Raczej z obrzydzeniem niż z radością przewijają się w głowie obrazy z ekranu znane. Wyparły własny świat piosenki własnymi myślami stworzony na początku. To już nigdy nie będzie ten sam numer.
Więcej…
Od jutra tenskwatawa - brat mój, moje alter ego, przebywać będzie w miejscach dla siebie dotąd nieznanych. Będzie starał się je eksplorować, ale też dokumentować, aby na kilka jeszcze wpisów starknęło lub styknęło (nie pamiętam jak się pisze –może stykło?).
A konkretnie - wyrusza na kolejny podbój ojczyzny swych praojców, a może bardziej jego krajanek - zdania co do tego wśród wielu jego współplemieńców są na tą chwilę podzielone. Mało tego, doprowadziły nawet do kilku, co prawda niegroźnych, acz niebezpiecznych incydentów. I pomimo faktu, że były to zwyczajne burdy i bijatyki, z elementami balangi i orgii, odbiły się piętnem na samym tenskwatawie, który porzucając swoje obowiązki, Tańcem Orła wprowadził wszystkich w trans hipnotyczny, a tym samym doprowadził do zakopania toporów wojny, zbyt pośpiesznie, pod wpływem whiskey, wykopanych.
Więcej…
Elektorat ruszył na zakupy. Dwa dni świąt to za dużo. Nie da rady wytrzymać. Obcowanie z rodziną w czterech ścianach, przed telewizyjnym ołtarzem, żrąc, bekając i pierdząc ciężkie jest. Nie da rady. Trzeba się przewietrzyć. Niedziela! Centrum handlowe dzisiaj otwarte. Jedźmy. Kupić w sumie nic nie musimy. Nawet pieniędzy na wydatki poświąteczne nie mamy. A niech tam. Pojedziemy. Popatrzymy na wystawy, podotykamy chociaż, skoro na zakup nas nie stać. Jedziemy. A jakże. Jedziemy, refleksja nas dopada. Dzielimy się głośno myślą nową z resztą rodziny. Dokąd oni wszyscy jadą, ci ludzie w tych złomach, w gruncie rzeczy gorszych od naszego przecież.
Więcej…
Siedzę sobie dziś w przedziale, no i ludzi garstka przy mnie, każdy ma po swej torebce, albo większej ciut walizce. No i Pani co przede mną sobie czyta też Newsweeka, a Pan starszy co po prawej krzyżóweczki rozwiązuje, coraś głośno się zapyta, gdy pomysłu potrzebuje. No i Pani z małym brzdącem, co opycha się drożdżówką. No i rusza ów ten pociąg, i na chwilę jakby wszyscy poruszyli się nieznacznie. I czas mija odliczany tym powolnym „to tak toto tak”. I mijamy bory lasy, miejscowości, wioski, miasta. No i nagle drzwi przedziału, ktoś otwiera sprawnym ruchem. Widać głowę, na niej czapkę, no i torbę przewieszoną, dyndającą gdzieś na boku. - O dzień dobry – on powiada – bileciki proszę bardzo.
Więcej…
Poranek każdy wspólnie spędzają. Nierozłączni są. Uzupełniają się doskonale. Złośliwości dla niej tak bardzo przez niego oczekiwane. Ona przyjmuje, niczym się nie zraża. Dłużny nikt nie pozostanie. Życiowe mądrości dopasowane. Chwila dla niej, dla niego chwila. Ten trzeci, czwarta ta pojawić się musi. Na nie długo oczywiście. Wymóg taki. Wąskie, zwężone, do bólu wyraźne. W odbiorze łatwe. W jedyny sposób słuszny. Sformatowani. Ona i On. Głupia i głupszy. Od czasu do czasu z humoru przebłyskiem. W sam raz dla trzeciego tego. Czwartej tej. Załapią na pewno. To ich godzina wybiła. Sformatowani do bólu, bo tak. O poranku.
NiemyRzyg pasjonat radia
W poszukiwaniu wiary, nadziei i miłości, a tak na prawdę, ciszy, spokoju i przestrzweni, moje scieżki, niejednokrotnie kręte, doprowadziły mnie do oazy, której nazwę jak na razie sobie zostawię, aby innych nie przyciągać i miejsca wskazywać na tyle uroczego co i bezludnego. Oto zdjeć kilka utrwalonych, nie jak drzewiej bywało na kliszy formatu 4:3, a matrycy, która sporo już widziała i gdyby mówic mogła...
Więcej…
Ja nijako w odpowiedzi luźno związanej z artykułem Niemego, właściwie nie tyle co odpowiedzi, a zerknięcia na problem, a może bardziej tematykę kolorytów, barw i wypełnienia plam białych. Zgoła z innej perspektywy, płaszczyzny innej nieco.
Więcej…
Dziś będzie poradnik, jak można w atmosferę wprowadzić niewiasty, językiem sprawnym co opowieści snuć potrafi. Najlepiej opowieść zacząć już nocą ciemną, kiedy słychać jedynie świerszczy cykania i ogniska dogasanie. Dokładasz wtedy kilka polan do ogniska, wcześniej odkładając na bok gitarę, graniem na której zanudziłeś już gawiedź. Ważne jest, aby ton twojego głosu był spokojny, acz bardzo zaangażowany. Pełen przeżyć i tajemnej atmosfery. Wzdychasz, nabierasz powietrza i pełen powagi zaczynasz „Wiecie co? Muszę to komuś powiedzieć, bo noszę to w sobie od kilku lat, jednak wciąż budzę się czasem zlany potem i sam nie wiem jak z tym sobie poradzić.
Więcej…
|
Nigdzie nie myślę tyle o czasu upływie, jak w księgarni. Istnieje bowiem taka myśl o przemijaniu, która nachodzi mnie niemal od dzieciństwa. Nie jest to jednak żal za tym, co minęło, ani umartwianie nad niknącą urodą - zresztą w księgarni byłoby to chyba dziwne. Niemniej, kiedy patrzę na książki: kolorowe i szare, małe i duże, coś gdzieś w środku zaczyna mnie uwierać i żal mnie ogarnia niewysłowiony.
Że czas się tak śpieszy, że wyścig ledwo się zaczął, a już nabrał tempa... Bo otóż, próbuję objąć wzrokiem regały, tomy i tomiki i wiem, że nie starczy mi w życiu czasu na przeczytanie wszystkich tych książek, które bym chciała. Wielu będę pragnąć, a nawet ich nie dotknę, niektórych nie doczytam, o jeszcze innych nigdy się nie dowiem. Czyż to nie smutne? Potwornie. Kiedy pierwszy raz to zrozumiałam, miałam ochotę się rozpłakać. Jedna z najsmutniejszych prawd, jakie odkryłam. Tyle książek, tyle stron, a czasu coraz mniej. Największym zaś z tego jest paradoksem, że to przecież w ich kartach zaklęta jest wieczność, którą się nie chcą podzielić.
Jak pewnie ku uciesze, niektórzy po ostatnim wpisie, spodziewali się, iż brat mój skończy w śmiertelnych objęciach grizzly. Zaś inni ku rozpaczy, że już nigdy nie będą mogli obcować z tak wiele wnoszącymi zapiskami, zaczęli wysyłać do Watykanu wnioski beatyfikacyjne o ustanowienie samozwańczego Tenskwatawy Świętym. Bo oni tylko wiedzą, że listę cudów ma już zaliczoną, a to dlatego, gdyż sami byli tych cudów świadkami i orędownikami.
Więcej…
Część drugą znajdziecie tutaj
Po pamiętnej, wspaniałej deklamacji nadszedł czas ogromnego skupienia wewnętrznego, poszukiwań najlepszej interpretacji i przede wszystkim prób nieustawicznych. Próby odbywały się, rzecz jasna, w gabinecie języka polskiego, rzecz jasna po lekcjach, i rzecz jasna w atmosferze nie tyle co podniosłej co natchnionej - z tego co pamiętam to jakieś muzy przystawały taplając się w oceanie uczuć i przeżyć wyższych. Wybrane i przygotowane na konkurs wiersze i prozy recytowane przez Tenskwatawę nabierały szlifu i gładzi. Ich recytacja stawała się prawdziwą muzyką, taką przy której czuje się dreszcze i che się jej słuchać jeszcze, ... , i..., och jeszcze. I tak mogłoby to trwać w nieskończoność, aż do zanurzenia w continuum, gdyby nie drobny fakt, że ... czas do dnia konkursu biegł szybko i z dnia na dzień wydawało się że wręcz galopuje jak czarny ogier z pianą na pysku na Wielkiej Pardubickiej.
Więcej…
Potrzeba zmian i strach przed nowym. Dziwna kombinacja. Ale, niestety, prawdziwa. Z jednej strony zmęczenie, przygnębienie i rozczarowanie tym, co jest wraz z potrzebą, by wreszcie coś się odmieniło, a z drugiej strach, bo krok w nieznane jest taki przerażający, a zaczynanie od nowa tak trudne...
Tak się czuję. Chciałabym, aby wszystko jednym szybkim cięciem się zmieniło. Przeszłość odeszła w zapomnienie, a nowe życie śmiało się tysiącem barw. Ale przecież mimo to nadal oglądam się za siebie, w nieskończoność biorę do ręki stare zdjęcia, tkwię w teraźniejszości zmieszanej z przeszłością, nie pozwalam wspomnieniom pokryć się kurzem. To co było jest stare i smutne, ale z drugiej strony znane, więc i oswojone. A to co będzie... nieprzewidywalne. I ta pokusa by usiąść gdzieś pomiędzy przeszłością a przyszłością, zamknąć oczy i niech bez mojego udziału ktoś zmieni dekoracje. Tylko ta świadomość, że wcale nie chce być tylko widzem...
Więcej…
Dopadło i trzyma. W dzień czasem mocniej, czasem w nocy mocniej trzyma. W dzień i w nocy tak samo źle, trzyma tak samo. Uczucie do siebie jedno wyzwala tylko. Na próbę wystawia. Wytrzymałość testuje. Zapomnieć nie pozwala. Każdy ranek nowe wyzwania stawia. Każdego ranka uczucie podsyca poszczypując tu i ówdzie. Do pasji doprowadza. Zapomnieć nie pozwala. Każdy nowy dzień przynosi pytanie jedno tylko. To już dziś? Odpowiedź jedną jak pytanie jedno co rano daje ten dzień nowy. Czekać trzeba. W głowie mętlik, myśli szaleją. Kiedy? Skończy się zima, którą za grzechy przeżywać tak strasznie musimy.
NiemyRzyg
Część trzecią znajdziecie tutaj
...to coś było niczym zima dla drogowców lub sesja dla studentów – to było totalne zaskoczenie... Marzyliście kiedyś w dzieciństwie o kredkach? Takich pięknych ... kolorowych. Nie tam czarno-białych 1 i nie takich dwunastu w żółtym tekturowym opakowaniu z misiem, co to miś czerwoną pod paszką trzyma 2, co to każdy je ma. Tylko o takich przecudnych dwudziestu czterech albo trzydziestu sześciu z napisami co nie po polsku są, takich ładnie opakowanych. W szkole takimi zaszpącić przed kolegami, żeby gul im skoczył, i przede wszystkim koleżankami, aby je później na wspólne rysowanie na dużych kartkach wyrwanych z bloku rysunkowego, takiego zielonego z rączką w postaci podłużnej dziurki, zaprosić. Że kredki z zagranicy opowiadać, że nikt takich nie ma bajać. Snuć wątki romantyczne i rękę koleżanki trzymając prowadzić kredkę po białej kartki gładkości, w oczy jej się patrząc co chwila. A uroczym uśmiechem obdarowanym zostać, zanurzyć się w sztuki niuanse i technik subtelności, zobaczyć zwilżanie warg wyschniętych i tej dolnej przygryzanie, kosmyk wlosów zaczesywany za ucho, spojrzenie soczyście spływające obietnicą grzeszną ... ok stop .. zboczyłem .. dalej sobie domyślcie lub posłuchajcie utworu Znalazłam Pani Chylińskiej - tak aby wczuć się mniej więcej w atmosferę.
Więcej…
Ano moi drodzy - wcale, że nie! Dziś jako przystało na rok nowy, który zupełnie pewnie nikogo nie zaskoczył, bo wcale od poprzedniego się jakoś szczególnie nie odciął i nie zróżnicował, chciałbym powołać się na motto naszego tenkwatowatego określenia, a mianowicie Tęsknotyczności. Odsłonić je na nowo i postawić w jeszcze piękniejszym świetle, prawdy wiekuistej, jedynie słusznej i akceptowalnej jedynie przez największych. I jak bywało już dawniej nie raz jeden, po raz kolejny zadać kłam różnego rodzaju pogłoskom, czczym mrzonkom a niejednokrotnie stekom kłamstw, którymi jesteście faszerowani jak WieśMacami w McDonaldzie.
Więcej…
Parę lat wstecz mój kolega tłumaczył pewnemu młodzieńcowi, że świat to nie tylko dwa kolory – czerń i biel. Świat to głównie odcienie szarości. Rzeczony młodzieniec nie bardzo był w stanie pojąć, że ideały są tak samo ruchome i w konsekwencji ulotne jak piaski Sahary.
Z biegiem lat łatwiej to zrozumieć. W pewnym jednak okresie życia, choćby nie wiem jak bardzo się starał, nikt nie jest w stanie zburzyć tlącej się w młodzieńczej głowie idei. Wtedy po prostu jest coś albo białe albo czarne.Tak samo jest z demokracją. Z własnego doświadczenia wiem, że tak jest. Ta demokracja to biel, dobro najwyższe było kiedyś. Teraz, z biegiem lat, bogatszy o doświadczenia, z innym, szerszym spojrzeniem na otaczający świat widzę, że mój ideał rozmył się troszkę, przygasł i rzuca już tylko szary cień bez większego przekonania. Ja też kiedyś byłem owym młodzieńcem.
Więcej…
Już po pamiętnym artykule Zazdrość - grobowiec miłości, dziś chciałbym dodać coś na temat wsparcia. Czym, że jest? Co dla nas znaczy? I dlaczego kiedy ma ktoś Cię w dupie, ty musisz zacząć tez go w dupie mieć – i nie mowa tu o seksie.
Więcej…
po sąsiedzku...
zapukało raz szczęście do mnie nieszczęście - nic nie wie o mnie - wygodnie się rozsiadło - że niby coś by zjadło - że ciastko, że może kawy i karty wyjęło do zabawy lecz częściej raczej milczało czasem zagadało myślami gdzieś tam błądziło niewiele z nich przy mnie było w innym wymiarze szperało aż o mnie zapomniało;)
|